Podziel się:

Klika rozpoczęła Pielgrzymkę Dominikańską tradycyjnie od… długiego postoju. Do Morawicy dotarliśmy autobusem podmiejskim około godziny trzynastej, kiedy plac wokół Kościoła św. Bartłomieja świecił jeszcze pustkami. Dzięki temu mogliśmy zająć miejsca w cieniu i korzystać z ostatnich chwil pozbawionych trosk pielgrzymiego żywota. Na nocleg ruszyliśmy dopiero późnym popołudniem, jednak zdążyliśmy już pokonać kilka wzniesień i nabawić się pierwszych odcisków :).

Drugi dzień rozpoczęliśmy od Mszy Świętej przy kościele w Rudawie. Dzięki niezawodnej pomocy B1, pokonaliśmy kamieniste wyboje na trasie Rudawa-Czatkowice i wjechaliśmy (a właściwie wbiegliśmy!) z wózkami na stromą górkę w Czernej, gdzie gościliśmy u Ojców Karmelitów. Po dłuższej regeneracji udaliśmy się do Gorenic, skąd zabrał nas bus na nocleg.

Środowa pobudka była bardzo dotkliwa, szczególnie dla osób, dla których piąta rano jest jeszcze środkiem nocy. Czekała nas dosyć długa trasa w ciężkich warunkach atmosferycznych, ale beczkowa schola i wzajemne towarzystwo kompensowały nam wszelkie niedogodności. Na ostatnim postoju, kiedy myśleliśmy, że największy trud jest już za nami, nad niebem zawisły ciężkie chmury. Wyjęliśmy na wierzch peleryny i ruszyliśmy w drogę. Ostatecznie nie zdążyliśmy nawet „uzbroić” się w kurtki przeciwdeszczowe, gdyż z nieba spadła ściana deszczu. Co prawda byliśmy przemoknięci, a pchanie wózków po błocie nie należało do najłatwiejszych zadań, ale miałam wrażenie, że wszyscy bardzo dobrze się bawili :D.

Nazajutrz znów powitał nas słoneczny poranek zapowiadający kolejne upały. Dzień rozpoczęliśmy tradycyjnie Mszą Świętą. Na pierwszym postoju czekał na nas poczęstunek przygotowany przez mieszkańców Łaz i okolicznych miejscowości. Zupa pomidorowa, leczo, makaron z serem, drożdżówki… wyobraźcie sobie, jakie to było szczęście dla nas, przeciętnych pożeraczy konserw i zupek chińskich. Na drodze pojawili się także strażacy, którzy zafundowali pielgrzymom zimny prysznic.

W piątek trasa była o wiele krótsza niż w dniach poprzednich. Rano zatrzymaliśmy się na postoju w lesie, gdzie panował przyjemny chłód. Grupa Janki zorganizowała spontaniczne wielbienie. Takich improwizacji było na pielgrzymce o wiele więcej :). Kolejny odcinek przebyliśmy z Przystanią, która zaraziła nas swoją pozytywną energią i okazała ogromną pomoc w pchaniu wózków.

W sobotę, 8 sierpnia obchodziliśmy wspomnienie św. Dominika. W związku z tym odcinek do pokonania był krótki, a większość dnia spędziliśmy na świętowaniu. W Poczesnej odbyła się uroczysta Msza Święta, a potem już tylko tańczyliśmy, rozmawialiśmy i odpoczywaliśmy. Po południu udaliśmy się na ostatni nocleg… zaraz, zaraz, ostatni? Dopiero byliśmy w Morawicy, a zostało nam tylko kilkanaście kilometrów do Częstochowy!

W niedzielę od rana towarzyszyła nam atmosfera podekscytowania i niesamowitej radości. Zdzieraliśmy gardła, śpiewając „To idzie armia Pana!”, „Kocham, więc nie muszę się bać” i wiele innych piosenek pielgrzymkowych. Na ostatnim postoju wyrwaliśmy chyba z połowę chwastów w Częstochowie, próbując podtrzymać piękną tradycję robienia wianków na wejście do Bazyliki :D. Ruszyliśmy wspólnie wraz ze wszystkimi grupami i… wreszcie dotarliśmy do Mamy! Ostatnie metry pokonaliśmy biegiem, a następnie udaliśmy się na Mszę Świętą do Kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej. I zasadniczo tak zakończyliśmy XXIV Pielgrzymkę Dominikańską. Niektórzy z nas wrócili do domu samochodami, część pojechała pociągiem, ale ostatni raz w pełnym składzie widzieliśmy się na parkingu w Częstochowie.

Podczas trasy spotkaliśmy wielu niesamowitych ludzi, otrzymaliśmy mnóstwo dobroci i pozytywnego nastawienia. Dziękujemy za wspólną modlitwę, za wszystkie rozmowy, za Waszą obecność i za to, że pomimo własnego zmęczenia i bólu, pomagaliście nam pokonywać nasze bariery. Do zobaczenia wkrótce!

Autorka tekstu: Aleksandra Skutnik
Autor zdjęć: Dominik Cegielski

Responsive Portfolio Powered By Weblizar