Podziel się:

Czas z Kliką zawsze wydobywa ze mnie masę pozytywnej energii.

Było tak też i tym razem.

Pojechałam na obóz z KILKĄ dopiero drugi raz. Lecz jakże szczęśliwa i gotowa do działania. Obóz trwał dwa tygodnie w bardzo malowniczym miasteczku. Prężnie korzystaliśmy z atutów miasteczka i prawie co dzień chodziliśmy wspólnie na koncerty. Gdy pogoda dopisywała korzystaliśmy z plaży oraz jeziora położonego blisko szkoły. Codzienne gry i zabawy integrowały Klikowiczów. Wypady na molo w czasie zachodu słońca oraz ogniska trwające do wschodu słońca bardzo uczestników obozu zachwycały. Nowych Klikowiczów przywitaliśmy chrztem, który na pewno pozostanie na długo w ich pamięci. Urozmaicony był wieloma zadaniami i rozgrywkami a na koniec wypicie smakowitej mikstury. Do dyspozycji Klikowiczów była żaglówka oraz kajaki. Szczególnie polecam kajaki o 4.30, gdy pokazuje się wschód słońca i słuchanie ogniskowych ‘godzinek’.

Śpiewy do ogniska oraz granie na wszelakich instrumentach bardzo zaprzyjaźniły Klikowiczów, a widok „wyspanych” i jakże zawsze radosnych uczestników obozu zawsze przyprawiały mnie o nutkę pozytywnych uśmiechów.

W tym roku, jak i w poprzednim, dano mi zaszczyt opiekować się jednym z wózkowiczów. Każdemu z wolontariuszy, który udał się z nami na obóz dano ten zaszczyt. Jak na oko młodej osoby z roku na rok są to już coraz mniejsze obawy w stylu ‘nie dam sobie rady’ albo ‘nie podołam’ lecz często wystarczy po prostu… wyluzować wierzcie lub nie, ale w życiu jest to BARDZO przydatne.

Gdy już wyluzujesz wszystko staje się prostsze. A bycie Klikowiczem daje Ci mnóstwo radości. Co do radości… przez dwa tygodnie gwarantuje, że uśmiech nie zniknie Ci z twarzy z takim towarzystwem.

Klikowicze są bardzo kreatywni. Pokazali to na wszelakich zabawach oraz turnieju, który nie dobiegł końca, przez masę innych zajęć, ale w przyszłym roku się to zmieni! Uczestnicy obozu sami z chęcią organizowali „kącik gier planszowych” i zawsze przy misce ciasteczek zacięcie grali!

Pewnego dnia kolega Łukasz zmarnowany prał swoje skarpety… Wspólnie układaliśmy przy nim piosenkę o KLICE, aby mu czas umilić. Szła ona tak: „obóz Kliki rikititiki… ktoś tu notkę na bloga teraz pisze, z nadzieją, że obóz dobrze opisze…” aż mi się zaśpiewało ;p może kiedyś zostanie stworzona wersja tej piosenki do ściągnięcia na smartphony ;p i obozowym hitem na pewno została „Majka” przy której wiele dziewcząt miała łezki w oczach.

Z obozu Klikowego najlepiej wspominam ogniska. Zauważyłam, że one bardzo łączą ludzi. Śpiewanie oraz wspólne wyczekiwanie na wschód słońca emanują niezwykłym ciepłem… od ogniska oczywiście I kajaki, na które o każdej porze dnia i nocy można było skorzystać. Coś niesamowitego! Nie ominęła nas wycieczka statkiem do Giżycka. Zwartą grupą poszliśmy na gofry i przepyszne lody. Obok znajdowało się wesołe miasteczko, z którego było słychać głośne wrzaski. Wtem ktoś rzucił „tam jest ktoś od nas, na 100%” i tak też było. Wiecie… Klika jest wszędzie! ;p

Niestety po tak pięknych dwóch tygodniach nadszedł czas pożegnań. Było wiele wzruszeń, przytulasów, ale zostaje przy nas myśl… spotkamy się jeszcze…

Klikowy obóz nie odbyłby się bez zaangażowania wielu osób działających u podstaw. I tak – bardzo dziękujemy:
– Ojcu Duchownemu za głębokie rozmowy i opiekę
– szefom grup
– ekipie animującej czas wolny
– wszystkim udzielającym się fotografom i filmowcom
– grajkom, którzy umilali nam chwile sacrum i profanum
– wszystkim fizycznym, którzy pomogli nam zapewnić opiekę dla wózkowiczów
– osobom mówiącym ogłoszenia informującym o wyjeździe w różnych kościołach
– kwestującym i wirtualnie wspierającym naszą akcję „Wyślij Klikę na Wakacje”

Notka autorstwa jednej z uczestniczek obozu ;) Wkrótce pojawią się zdjęcia! …cierpliwości ;)