Podziel się:

W sobotę 20 lutego wydarzyło się coś, co nie miało dotychczas miejsca w Klice. Podczas tegorocznego zimowego weekendu na Wielkiej Polanie koło Sidziny ekipa hardcore’owców wyruszyła naprzeciw przygodzie, celem naszej podróży było schronisko na Hali Krupowej. W wyprawie uczestniczyli: Stachu (najstarszy klikowicz, który jest w Klice od 45 lat), Kasia, Kamila, Niuńka, Karolina, Jola, Damian, Romek, Adam, Paweł, Marcin i ja – wózkowiczka Natalia. Z chatki na polanie wyszliśmy koło południa ubrani ciepło i zaopatrzeni w mały prowiant, wtedy jeszcze nikt z nas nie wiedział, na co się porywamy!

Do mojego wózka zostały przywiązane liny – dwie osoby ciągnęły mnie po lewej stronie, tyle samo po prawej, dodatkowo jeden śmiałek z przodu i jeden z tyłu. Pchanie wózka w zimie po śniegu to było nie lada wyzwanie! Zatrzymywaliśmy się co jakiś czas na przerwę i podziwialiśmy bajkowe widoki. Prześlicznie ośnieżone drzewa wyglądały jakby były ozdobione koronką. Nie mogłam uwierzyć w to, że spełnia się jedno z moich marzeń – idę w góry (a konkretnie to mój wózek jest ciągnięty na linach)! Moim zdaniem właśnie to jest niesamowite w Klice – wiara w to, że niemożliwe nie istnieje. Grupa ludzi potrafi zrobić wspólnie coś bardzo fajnego i szalonego –  tak jak wyciągnięcie dziewczyny na wózku na szczyt Hali Krupowej… zimą, w śniegu po kolana. Nie jeden powiedziałby – daj sobie spokój, ale nie oni – moi bohaterzy. Naprawdę ich podziwiam – bo jest ze mnie kawal baby, więc  jest co pchać. Gdy dotarliśmy do celu byłam bardzo szczęśliwa, a także ogromnie wdzięczna wszystkim za to, że udało mi się zdobyć sam szczyt!

W schronisku spędziliśmy około 30 minut, Stachu opowiadał nam dzieje Kliki i delektowaliśmy się wspólnym posiłkiem. Gdy nabraliśmy sił na drogę powrotną zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i wyruszyliśmy dalej. W połowie drogi spotkała nas miła niespodzianka, Piotrek i Łukasz wyszli nam naprzeciw z sankami i termosem gorącego kakao. Fizyczni pozjeżdżali na sankach, rzucali się śnieżkami, z uśmiechem na twarzach kończąc naszą przygodę. Po powrocie czekał na nas pyszny obiad zrobiony przez Olkę i chatka pełna radosnych klikowiczów. Głodni (już nie tyle przygody, ile jedzenia) zasiedliśmy do wspólnego posiłku.

Ten dzień wspominać będę jeszcze nie raz pamiętając o tym, że nie ma marzeń, których nie da się spełnić!

Natalia Zagórska

PS: jeszcze raz bardzo dziękuję wszystkim za wspólny czas.

Zdjęcie wprowadzające do posta autorstwa Eweliny Miś

 

Galeria zdjęć autorstwa uczestników wyprawy:

Responsive Portfolio Powered By Weblizar